Jesteś piękne - mówię życiu - bujniej już nie można było, bardziej żabio i słowiczo, bardziej mrówczo i nasiennie.
Staram się mu przypodobać, przypochlebić, patrzeć w oczy. Zawsze pierwsza mu się kłaniam z pokornym wyrazem twarzy.
Zabiegam mu drogę z lewej, zabiegam mu drogę z prawej, i unoszę się w zachwycie, i upadam od podziwu.
Jaki polny jest ten konik, jaka leśna ta jagoda - nigdy bym nie uwierzyła, gdybym się nie urodziła!
Nie znajduję - mówię życiu - z czym mogłabym cię porównać. Nikt nie zrobił drugiej szyszki ani lepszej ani gorszej.
Chwalę hojność, pomysłowość, zamaszystość i dokładność, i co jeszcze - i co dalej - czarodziejstwo, czarnoksięstwo.
Byle tylko nie urazić, nie rozgniewać, nie rozpętać. Od dobrych stu tysiącleci nadskakuję uśmiechnięta.
Szarpię życie za brzeg listka: przystanęło? dosłyszało? Czy na chwilę, choć raz jeden, dokąd idzie - zapomnia | Sei bella - dico alla vita - è impensabile più rigoglio, più rane e più usignoli, più formiche e più germogli. Cerco di accattivarmela, di blandirla, vezzeggiarla. La saluto sempre per prima con umile espressione. Le taglio la strada da sinistra, le taglio la strada da destra, e mi innalzo nell’incanto, e cado per lo stupore. Quanto è di campo questo grillo, e di bosco questo frutto - mai l’avrei creduto se non avessi vissuto! Non trovo nulla - le dico - a cui paragonarti. Nessuno ha fatto un’altra pigna né migliore, né peggiore. Lodo la tua larghezza, inventiva ed esattezza, e cos’altro - e cosa più - magia, stregoneria. Mai vorrei recarti offesa, né adirarti per dileggio. Da centomila anni almeno sorridendo ti corteggio.
Tiro la vita per una foglia: si è fermata? Se n’è accorta? Si è scordata dove corre, almeno per una volta? | Life, you're beautiful (I say) you just couldn't get more fecund, more befrogged or nightingaily, more anthillful or sproutspouting. I'm trying to court life's favor, to get into its good graces, to anticipate its whims. I'm always the first to bow, always there where it can see me with my humble, reverent face, soaring on the wings of rapture, falling under waves of wonder. Oh how grassy is this hopper, how this berry ripely rasps. I would never have conceived it if I weren't conceived myself! Life (I say) I've no idea what I could compare you to. No one else can make a pine cone and then make the pine cone's clone. I praise your inventiveness, bounty, sweep, exactitude, sense of order – gifts that border on witchcraft and wizardry. I just don't want to upset you, tease or anger, vex or rile. For millennia, I've been trying to appease you with my smile. I tug at life by its leaf hem: will it stop for me, just once, momentarily forgetting to what end it runs and runs? |